Główna Aktualności Heweliusz tonął w absolutnej ciemności

Heweliusz tonął w absolutnej ciemności

Dodano: Autor: Emilia Olczak

Z Romanem Czejarkiem, dziennikarzem i prezenterem Polskiego Radia rozmawiała Martyna Patora. Rozmowa dotyczyła tragedii promu Jan Heweliusz, serialu inspirowanego katastrofą oraz kulisach pracy nad podcastem śledczym „Heweliusz historia prawdziwa”.

Jak dowiedział się Pan o powstawaniu serialu o Heweliuszu? Czy wtedy pojawił się pomysł na stworzenie podcastu?

Podcast powstał wcześniej niż serial. Była nawet próba kontaktu ze strony twórców serialu z Polskim Radiem. Zaproponowano coś w rodzaju sponsoringu podcastu, ale pod warunkiem wpływu na scenariusz. To wzbudziło moją czujność, więc odmówiłem. Później, kiedy zobaczyłem serial, zrozumiałem ich obawy. To dobrze zrobiona produkcja, ale trzeba pamiętać, że jest tylko inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. To nie dokument. Serial mocno oddaje klimat tamtych wydarzeń, ale pojawia się też wiele wątków sensacyjnych. Część rzeczy po prostu się nie wydarzyła. Nie było spóźnionej ciężarówki, przemytu , ani tajnych agentów. W rzeczywistości Heweliusz nie był nawet w pełni załadowany. Twórcy serialu sami podkreślali, że to fikcja inspirowana historią. Myślę, że w Polsce dobrze sprzedają się teorie spiskowe i dlatego pojawiły się takie motywy. Tymczasem prawdziwa historia była i tak niezwykle dramatyczna. Były zagadkowe wydarzenia, sprzeczne wyroki sądowe i świadkowie, którzy przez lata nie mówili całej prawdy.

Dlaczego nie mówili prawdy?

Powody były różne. Część osób miała coś na sumieniu, część próbowała chronić siebie lub innych. Trzeba pamiętać, że był to 1993 rok – Polska dopiero wychodziła z PRL-u, a polscy armatorzy walczyli o przetrwanie na rynku z niemiecką i szwedzką konkurencją. Marynarze, którzy przeżyli katastrofę, bali się, że jeśli polska żegluga promowa upadnie, stracą pracę. Dlatego niektóre rzeczy przemilczali. Nie chodziło o szantaż, tylko o próbę ochrony firmy i własnej przyszłości.

Po tylu latach trudno było wracać do tej tragedii?

Najtrudniejsza była ogromna liczba dokumentów i rozmowy z ludźmi, którzy do dziś noszą w sobie traumę. Dla wielu ocalałych tamta noc nigdy się nie skończyła. Jeden z uratowanych śpi z latarką pod poduszką i wszędzie nosi ją przy sobie, bo boi się ciemności. Inna osoba ma wrażenie, że blok, w którym mieszka, nadal się kołysze jak statek. Heweliusz nie tonął jak Titanic, w świetle reflektorów. Heweliusz tonął w absolutnej ciemności. I ta ciemność została w tych ludziach na zawsze.

Czy w czasie pracy nad podcastem odkrył Pan coś, co szczególnie Pana zaskoczyło?

Tak. Dotarłem do świadków, którzy widzieli tonący prom, choć nie byli na jego pokładzie. Obok Heweliusza znajdował się mały niemiecki statek, nie z niemiecką załogą, a z filipińską. Ci ludzie obserwowali, jak ogromny prom nagle wykonuje zwrot, przechyla się i tonie. Przez lata nikt nie potrafił do nich dotrzeć. Dziś wiem już, kim byli, ale wielu z nich nadal boi się mówić publicznie, mimo że od tragedii minęły ponad trzy dekady.

Jak Pan dziś ocenia przyczyny katastrofy?

Bezpośrednią przyczyną był źle wykonany zwrot promu w bardzo trudnych warunkach pogodowych. W pewnym momencie przechyłu nie dało się już zatrzymać. Ale prawdziwy problem był głębszy. W tamtych czasach na wielu jednostkach lekceważono przepisy bezpieczeństwa. Często słyszałem podczas rozmów i analiz jedno zdanie: „zawsze tak robiliśmy”. No właśnie – zawsze się udawało. Tym razem się nie udało.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję i zachęcam do poznawania prawdziwej historii Heweliusza.

Zeskanuj kod QR i wysłuchaj pełnego wywiadu:

Wywiad powstał we współpracy z Aleksandrowskim Centrum
Kultury.

Aktualności