Jak motyl, który opuszcza kokon

W niewielkiej pracowni na poddaszu, gdzie na półkach stoją puzderka pełne kolorowych kartonów, koralików i suszonych roślin, a światło odbija się w delikatnych kryształkach, czas zdaje się płynąć inaczej. To tutaj powstaje biżuteria inspirowana naturą i to tutaj dla Pani Agnieszki zaczęła się zupełnie nowa historia.
– Robię w tej chwili to, co kocham, to co mi sprawia przyjemność, w czym się spełniam i w czym się realizuję – mówi Agnieszka Gleń, która prowadzi pracownię rękodzieła.
Przez dwie dekady jej życie wyglądało zupełnie inaczej. Pracowała w Domu Pomocy Społecznej z osobami z niepełnosprawnościami. Najpierw jako instruktor terapii zajęciowej, później jako opiekun. To była praca wymagająca, odpowiedzialna i pełna emocji.
– Przyszedł taki moment, że stwierdziłam, że to już jest nie dla mnie, że się wypaliłam – przyznaje bez wahania.
Decyzja o zmianie nie była łatwa. Towarzyszył jej strach, niepewność i pytania o przyszłość.
– Bardzo się bałam, czy dam radę, czy będę w stanie się z tego utrzymać – wspomina. – Tutaj dużym wsparciem był dla mnie mój mąż, który stwierdził: „jakoś damy radę”.
To właśnie to „jakoś damy radę” stało się fundamentem nowego początku. Dziś nie musi już wracać do dawnych obaw.
– Na chwilę obecną nie muszę szukać innej pracy. Mam nadzieję, że tak będzie dalej. Klienci są, zamówienia są. Doby mi brakuje, żeby wszystko zrealizować – mówi z uśmiechem.
Jej droga do rękodzieła nie ukształtowała się od razu. Zaczęło się od biżuterii, potem pojawił się scrapbooking, tworzenie kartek okolicznościowych i zaproszeń. W międzyczasie eksperymentowała z różnymi technikami.
– Frajdę sprawia mi samo tworzenie, to, że powstaje coś fajnego. Ale największą satysfakcją jest moment, kiedy ktoś to doceni – podkreśla. – Bo rękodzieło nabiera wartości dopiero w oczach osób, które je widzą i czują.
Dziś znakiem rozpoznawczym Pani Agnieszki jest biżuteria inspirowana naturą. W niewielkich formach zamyka fragmenty świata, który sama tworzy i odkrywa.
– To są głównie roślinki z mojego ogródka, wyhodowane przeze mnie, które potem zalewam w żywicy. Czasem jestem w lesie, zobaczę kwiatka i już wiem, że będzie idealny do naszyjnika – opowiada.
Ostatnio w pracach Pani Agnieszki pojawił się nowy motyw – motyle. Delikatne, symboliczne, pełne znaczeń.
– Motyl to dla mnie symbol przemiany. Rozwoju osobistego, radości życia, życia z pasją. Chyba trochę się z nim utożsamiam- zapewnia.
Ta identyfikacja nie jest przypadkowa. Jej własna historia przypomina proces przeobrażenia od stabilnej, ale wypalającej pracy, do życia w zgodzie z własną pasją.
Choć część umiejętności zdobyła jeszcze w szkole terapii zajęciowej, większości nauczyła się sama.
– Wiadomo, oglądałam jakieś tutoriale na youtubie, ale głównie uczyłam się metodą prób i błędów. Zresztą ciągle próbuję nowych rzeczy– mówi.
Dziś jej działalność opiera się głównie na obecności w mediach społecznościowych oraz bezpośrednim kontakcie z ludźmi.
– Mam stronę na Facebooku, dzięki której zdobyłam klientów. W lecie jeździmy na jarmarki, żeby się pokazać – opowiada.
Inspiracje? Są wszędzie.
– Czerpię je zewsząd. Czasami klienci podpowiadają, czego potrzebują i to już jest gotowy pomysł. A czasami jest tak, że robię jedną rzecz, a w głowie mam już dziesięć następnych- odpowiada z uśmiechem.
W tej historii nie chodzi tylko o rękodzieło. Chodzi o odwagę, by zmienić kierunek. O zaufanie do siebie i do bliskich. I o moment, w którym pasja przestaje być dodatkiem do życia, a staje się jego centrum.
Jak motyl, który opuszcza kokon.
Ewelina Madejska

